Dlaczego klienci ufają influencerom bardziej niż pośrednikom z doświadczeniem?
Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy naprawdę to do mnie dotarło. Nie przeczytałem o tym w raporcie, nie usłyszałem na konferencji czy szkoleniu. Zobaczyłem to przy stole, podczas zwykłego spotkania z klientem. Sprzedaż mieszkania, dobra lokalizacja, sensowna cena. Rozmowa toczyła się spokojnie, aż nagle klient przerwa i mówi: „Wie pan, ja to widziałem trochę inaczej u jednego gościa na Instagramie”.
Nie powiedział tego złośliwie. Nie był arogancki. Powiedział to tak, jakby powoływał się na kogoś, komu ufa. A ja z dwudziestoletnim doświadczeniem, setkami przeprowadzonych transakcji, kryzysami rynkowymi w pamięci zrozumiałem, że przestałem być dla niego naturalnym punktem odniesienia.
Przez lata przyzwyczailiśmy się w branży nieruchomości do tego, że doświadczenie broni się samo. Że wystarczy powiedzieć, ile lat pracujemy, ile transakcji mamy za sobą, ile rynków już widzieliśmy. W Warszawie, ale też w mniejszych miastach w całej Polsce, ten schemat działał długo. Klient przychodził, bo nie miał dostępu do informacji. Pośrednik był kimś, kto wiedział.
Tyle że świat się zmienił. I zrobił to szybciej, niż wielu z nas chciałoby przyznać.
Tymi ludźmi coraz częściej są influencerzy.
Dziś klient przychodzi przygotowany. Czasem aż za bardzo. Ma obejrzane dziesiątki filmów, zna „strategie negocjacyjne”, wie na co zwrócić uwagę, potrafi cytować fragmenty ustaw, często wyrwane z kontekstu. I co najważniejsze — ma już swoich ludzi, którym ufa, zanim jeszcze spotka się z pośrednikiem.
Nie zawsze najlepiej przygotowani merytorycznie. Nie zawsze mający realne doświadczenie transakcyjne. Ale obecni. Widoczni. Mówiący prostym językiem. Tacy, których klient „ZNA”, bo widzi ich regularnie, słyszy ich głos, rozpoznaje sposób mówienia. Zaufanie nie rodzi się dziś w momencie pierwszego spotkania. Ono rodzi się wcześniej.
Pośrednik wchodzi do tej historii późno. Zbyt późno, by być pierwszym autorytetem.
Wielu doświadczonych agentów reaguje na to złością albo ironią. Mówią, że influencerzy upraszczają, że wprowadzają klientów w błąd, że psują rynek. I często mają rację. Tylko że racja nie ma dziś takiej siły, jaką miała kiedyś. Klient nie wybiera tego, kto ma rację. Klient wybiera tego, komu ufa.
A zaufanie nie bierze się z lat pracy. Bierze się z relacji.
Tu dochodzimy do rzeczy najbardziej niewygodnej dla naszej branży. Przez lata pośrednicy nauczyli się zasłaniać doświadczeniem zamiast nim pracować. Doświadczenie stało się argumentem zamykającym dyskusję. „Proszę mi zaufać, robię tak od lat, to standard”. Dla nas to skrót myślowy. Dla klienta często komunikat w stylu proszę nie pytać.
Dzisiejszy klient nie chce być prowadzony w ciszy. On chce rozumieć. Chce wiedzieć, dlaczego dana decyzja ma sens, jakie są alternatywy, jakie ryzyka bierze na siebie. Influencerzy, nawet jeśli mówią rzeczy uproszczone, robią jedną rzecz bardzo dobrze. Tłumaczą świat z perspektywy klienta, a nie z perspektywy branży.
Pośrednicy z doświadczeniem często mówią językiem, który zrozumiały jest głównie dla innych pośredników. Procedury, zapisy umów, schematy, które dla nas są oczywiste, dla klienta bywają abstrakcyjne. I kiedy nie ma przestrzeni na spokojne wyjaśnienie, klient wraca do tego, co zna. Do filmiku, do posta, do kogoś, kto mówi normalnie.
Nie chodzi o to, że influencerzy są lepsi. Chodzi o to, że są bliżej.
Bliskość dziś wygrywa z autorytetem. Widoczność wygrywa z doświadczeniem. A przynajmniej wygrywa w pierwszym odruchu. To powinno być dla branży sygnałem ostrzegawczym, nie powodem do wyśmiewania internetowych ekspertów.
Często słyszę od doświadczonych pośredników, że nie będą robić social mediów. I to jest w porządku — nie każdy musi. Problem zaczyna się wtedy, gdy za tym zdaniem kryje się coś więcej: niechęć do tłumaczenia swojej pracy, dystans do klientów, przekonanie, że autorytet należy się z urzędu.
Świat już tak nie działa.
Klient nie szuka dziś eksperta, który powie mu, co ma zrobić. Szuka przewodnika, który pokaże mu drogę i pozwoli podjąć decyzję świadomie. Influencerzy często robią to intuicyjnie. Pośrednicy muszą się tego nauczyć na nowo.
Doświadczenie nie straciło wartości. Ono po prostu przestało mówić samo za siebie. Trzeba je opowiedzieć. Pokazać proces, a nie tylko efekt. Pokazać błędy, ryzyka, momenty nieoczywiste. To właśnie tam rodzi się prawdziwe zaufanie.
Nie jest to wojna między pośrednikami a influencerami. To raczej test dojrzałości branży. Test z umiejętności komunikowania swojej wartości w świecie, w którym klient ma dostęp do wszystkiego oprócz kontekstu. A kontekst to coś, czego nie da się nauczyć z krótkiego filmiku.
Pytanie brzmi, czy doświadczeni pośrednicy zechcą ten kontekst wreszcie pokazać. Jeśli nie, inni zrobią to za nich. Prościej, głośniej i szybciej. Nawet jeśli mniej precyzyjnie.
A klient? Klient pójdzie tam, gdzie czuje się zrozumiany. Nie tam, gdzie ktoś ma rację.